Amarantine

Amarantine II. Akt 37.

Wysokie płomienie ogniska buchały aż na kilka metrów, a mimo to już kilkoro odważnych sidhe ot, tak po prostu przeskoczyło przez nie, wzbudzając przy tym głośne wiwaty i okrzyki. Za każdym takim razem Antoine wstrzymywał dech w piersi i zakrywał usta dłonią, mając wrażenie, że płomienie na dobre przylgną do rozwianych włosów i szat, obejmą ciało, które tak bezczelnie z nimi igrało. A mimo to kolejni mężczyźni wyłaniali się z płomieni raz za razem, a one się ich nie imały, jakby były im poddane.
Zewsząd otaczała ich muzyka. Skoczna i głośna, taka, jaką grają tylko na Południu. Zadziorne flety i piszczałki, bębenki niczym dziecięce okrzyki przedzierały się na pierwszy plan tylko po to, by za chwilę ulec ostrym i rozedrganym dźwiękom cytry.
Szaleństwem były próby zapamiętania twarzy tancerzy, którzy w kolorowym korowodzie otaczali ogień. Bose stopy, odarte z sandałów stukały o klepisko, jakby były kolejnym instrumentem, a zaraz dołączały do nich piski dziewcząt i okrzyki jurnych chłopców, którzy w tańcu starali się uwodzić towarzyszki zabawy. Pośród nich była także młoda para. Mężczyzna o twarzy zakończonej szpiczastym podbródkiem i roztrzepanych kruczoczarnych włosach, a przy jego boku, w lśniącej sukni dziewczyna z zarumienionymi mocno policzkami i wiankiem z kolorowych kwiatów na głowie. Nie ustępowali w tańcu nikomu, ale już niedługo mieli opuścić wesele i wrócić do domu, gdzie rodzice panny młodej mieli oddać ją mężowi i nasłuchiwać, czy związek aby na pewno został skonsumowany. To było jak sen i Antoine nie sądził, że mógłby w życiu doświadczyć tak mocnych uczuć. Oblewało go gorąco na widok dłoni, które co chwilę zadzierały do góry kolorowe spódnice, na widok młodzieńczych torsów błyszczących od potu w świetle ognia.
Południowcy przepełnieni byli wigorem i wiele minut mijało, nim którykolwiek z nich odchodził od ognia, ale kiedy już ktoś ulegał zmęczeniu, zaraz na jego miejsce wpadał kolejny i nieprzerwany krąg ciał wirował na nowo i na nowo, nie zatrzymując się ani na sekundę. Znużony sidhe za to opadał na ławę przy szerokim stole, zastawionym półmiskami z jedzeniem i dzbanami z winem. Wina zdecydowanie było najwięcej i medykowi wydawało się, że taniec i wino to wszystko, czego ci szaleńcy potrzebują. Przyglądał się, jak kobiety i mężczyźni dopadali do kielichów, opróżniali je, łapali w garść kawał bułki czy kawałki pieczeni i zaraz, ledwie zdążywszy to przełknąć, wracali do tańców, do rozmów, do zabawy.
Zmęczony szaleństwem odwracał wzrok od kolorowych wstążek uczepionych wianków na głowach sidhe, mając wrażenie, że wszystko już zlewa mu się w jedno. I nie wiedział już, czy to może przez to wino, które na Południu było o wiele mocniejsze i aromatyczniejsze niż na Północy.
Z uśmiechem starał się odnaleźć w tłumie twarze bliskich – czy to Lateliel, czy Finna, którego co raz ktoś wyciągał do tańców. Jego też proszono, ale z racji jego urodzenia, nie miano odwagi być wobec niego natarczywym. Antoine oczywiście nie stronił od zabawy, ale z czasem nogi omawiały mu już posłuszeństwa. Na Północy był wybornym tancerzem i podczas wesel swoich sióstr oczywiście prowadził pierwsze pary do zabawy, ale co wspólnego miały skomplikowane układy tańczone na salach w Araendir z tymi szalonymi pląsami tutaj? Nic, zupełnie.
Wiele radości jednak czerpał z przyglądania się sidhe. Z bycia tu, poznawania ich kultury i obyczajów, które były tak odmienne od jego. Był pewien, że zapisze to w swoich pamiętnikach, a i w sercu na zawsze pozostanie to ciepło i serdeczność jaką otoczono go na Południu.
Wzdychając, upił kilka łyków wina i osunął się nieco bardziej na plecione oparcie siedziska, jakie dla niego przygotowano. Była to swego rodzaju leżanka, na której mógł półleżeć, a przed nim na niskim stoliku rozstawione były patery ze świeżymi i suszonymi owocami, wypieczone drożdżowe bułki i ciasta, przekładane gęstymi, kwaskowatymi dżemami.
Słysząc obok głośny pisk, zerknął w tamtym kierunku i speszył się na widok pary zajmujących jedną z leżanek nieopodal. Nikogo jednak nie dziwił widok obłapiających się par, całujących się żarliwie. Każdy tez wiedział, że nie minie chwila, a taka para zniknie gdzieś między drzewami, gdzieś za jakąś spiżarnią, albo domem i odda się cielesnym przyjemnościom.
Dopiero po chwili rozpoznał w kobietach kuzynki Lateliel i przyłapany na obserwowaniu ich uśmiechnął się jedynie i skinął głową. Wzrokiem wrócił do ognia, pragnąc odnaleźć Finna. Móc zobaczyć ogień w jego oczach, pot błyszczący na jego ciele i te mocne, śliczne rumieńce, jakich musiał nabawić się podczas tańca.
Nagle ktoś krzyknął, a on poderwał wyżej głowę. Wysokie płomienie rozstąpiły się i wyłonił się z nich jego mężczyzna. Finn.
Jego silne na wpół nagie ciało opadło przed nim, a sprężynki na głowie opadły mu na czoło.
Antoine pragnął zerwać się i zbesztać go, żałując, że nie widział do czego Finnian się przybiera i nie wybił mu tego z głowy. Ale czy teraz nie było już za późno? Było, a jego mężczyzna w otoczeniu wiwatów zaczął śmiać się w głos i odpowiadać na zaczepki. Medyk bez problemu wyłuskał jego śmiech ze śmiechu tłumu i pokręcił głową.
I sam zerwał się, jakby przyciągany przez jakąś magiczną moc. Zostawiając za sobą leżankę wyłożoną kolorowymi dywanikami wpadł między sidhe i zaraz dopadł do ramion swojego kochanka. Pociągnął go do tańca, ściskając mocno jego rozgrzaną dłoń i ze śmiechem wtapiając się w wirujące splecione ciała. Czuł jego dłonie na swoim boku i na biodrach. Ciężki warkocz co raz obijał mu się o plecy, gdy Finn podnosił go do góry, a później okręcał dookoła i odstawiał na ziemię, by w końcu po kilku kolejnych szalonych krokach poczuć jak ręce kochanka podrywają go do góry.
Czuł się tak wolny i beztroski, czuł jak muzyka na nowo zaczyna władać jego ciałem. Wyzwolony dał się porwać kolejnemu tancerzowi i wirował z nim, głośno stukając piętami o klepisko. Dopiero po kilku chwilach ponownie poczuł znajome ramiona na swoim ciele, kiedy te znowu poderwały go do góry, a on z głośnym śmiechem oddawał się temu nie myślą o tym, jak bardzo nie przystoi mu tak się zapominać.
Nie wiedział, ile czasu minęło, nim Finn pociągnął go poza krąg tańczących. Nie wiedział nawet ile minęło utworów, bo jedna melodia splatała się z drugą i wydawało się, że jest nieskończona.
Zdyszani ruszyli biegiem między wielkimi paprociami w kierunku zupełnie mu nieznanym. Nie minęło wiele czasu jak Antoine opadł na bok kochanka i ścisnął jego wilgotne, nadal buchające gorącem ciało. Ich oddechy były ciężkie i głośne, a gdy muzyka stała się tylko dudniącym echem, młodzieniec pchnął go na jeden z gigantycznych pni i dopadł do jego szyi.
Spierzchnięte wargi znaczyły ją wygłodniałymi pocałunkami, a dłonie od razu odnalazły drogę między zwiewne poły tuniki i wsunęły się na jego lędźwie.
Oddechy z wycieńczonych tańcem zmieniły się w ekstatyczne i urywane. Medyk odchylił się mocniej, odpowiadając na zmysłowe falowanie ciała kochanka. Tak bezwstydnie właściwym wydawało mu się poddanie się w tej chwili. Czy kiedykolwiek kochali się między paprociami? Nie pamiętał już. Zacisnął mocniej dłoń na gęstym mchu porastającym pień i roześmiał się głośno, kiedy grube palce przesunęły się po jego żebrach. Odepchnął Finna i posłał mu prowokujące spojrzenie. Odbił się od pnia i zaraz ruszył w dół zbocza. Dokąd biegł? Nie miał pojęcia, ale słyszał za sobą śmiech i pośpieszne kroki kochanka, który ruszył za nim w pogoń między wilgotnymi od rosy liśćmi.
Uciekający tak Antoine jawił się Finnowi niczym sama bogini. W cieniu wysokich drzew, jedynie warkocz jego jasnych włosów lśnił w przedzierającym się przez gęste korony świetle zachodzącego słońca. W tej jednej chwili wyglądał tak eterycznie, że młodzieniec pragnął uchwycić ten obraz i oprawić go w ramy pamięci, tak by nigdy go nie utracić. Tak cenny  był ten czas, który mogli tu razem dzielić i tak nierealny jednocześnie.
W głowie nieco mu szumiało i nawet jego własny śmiech zdawał mu się w jakimś stopniu odległy. Wyznacznikiem drogi, którą podążał był jedynie ten błyszczący warkocz i dla młodzieńca nie istniało nic poza nim. Jedynym celem było doścignięcie go.
–Midhir! – krzyknął głośno, dosięgając dłonią do ramienia kochanka i przekręcił go ku sobie. Łapczywie dopadł do jego warg i całował go nieprzerwanie, nawet jeśli obaj tracili dech w piersi. – Och, bogini… – westchnął chrapliwie i potrząsnął nagle głową. – Nie, nie… dla mnie się nie zmieniaj, nie zmieniaj, Midhir – wyszeptał między kolejnymi żarliwymi pocałunkami, szybko rozsznurowując kolejne części garderoby Antoine. – Ja taką cię pragnę… takiego. Dla mnie właśnie taki jesteś idealny, mój panie – mówił, nawiązując do znanej wszystkim legendy i nie myśląc o tym, że niektórzy sidhe bez wątpienia uznaliby to za bluźnierstwo.
Antoine odetchnął głęboko i pokręcił głową, zapierając się rękoma o jego ciało.
– Ach… ach, Finn… – sapnął, masując go po nagim torsie i zaraz sięgając do jego bioder. Czuł, jak kolejno rozluźniając się warstwy jego tuniki i przytrzymał ją ramionami. – Dalej, chodźmy dalej w las. Nie mogę oddać się tobie tak po prostu… nie słyszysz? Zewsząd dochodzą nas westchnienia kochanków… – rzucił, cofając się odwracając na pięcie. – Finn… pójdziesz za mną? – zapytał i zaraz ponownie ruszył głębiej między drzewa, czując pod stopami chłód ziemi.
Finnian odetchnął głęboko, mając wrażenie, że to naprawdę sama Midhir sobie z nim igra. Zupełnie nie rozumiał wzmianki o westchnieniach i o jakichś innych sidhe. Jakich? On widział tylko Antoine. Posłusznie podążał jednak za nim, zachowując przy tym nieduży dystans.
– Gdzie mnie prowadzisz? – dopytał, wpatrzony w jego sylwetkę. – Nie boisz się, że stracę cię z oczu i się zgubisz? – zagadnął, a lekki uśmiech wślizgnął się na jego wargi.
Tak bardzo go pragnął. Żadnego znaczenia nie miało to, jak często się kochali, bo on wciąż czuł, że nie może się nim nacieszyć. Dodatkowo myśl o tym, że tak naprawdę już niedługo znowu będą musieli rozstać się na długie miesiące powodowała, że czuł się niemal w obowiązku, by nasycić się ukochanym na zaś. Nie tylko jego fizyczną bliskością, rozmowami jak i wspólnym milczeniem również, ale to niezaprzeczalnie najlepsze było właśnie zaraz po tym, gdy dopiero co się kochali.
– Pozwoliłbyś mi się zgubić? – rzucił za siebie Antoine, zmierzając w kierunku prześwitu między wysokimi drzewami. Byli coraz bliżej, a odgłosy zabawy w wiosce stały się już niemal zupełnie niesłyszalne.
W kilku chwilach wypadli na porośnięty trawą brzeg tuż nad jeziorem. Antoine przystanął w miejscu i odetchnął zachwycony, chłonąc wzrokiem odbijające się w wodzie lawendowe niebo.
Obejrzał się jeszcze na kochanka, a gdy ten znalazł się również na brzegu, Antoine oblizał usta i wolnym krokiem ruszył w stronę wody. Kiedy wszedł w nią po kostki, poczuł, jak chłód koi ich zmęczenie.
Naraz jego ramienia dosięgnęły pocałunki i skulił się lekko, sięgając dłonią do włosów kochanka i zatapiając w nich palce. Nie wierzył, że nikt przed nimi nie odnalazł tego miejsca, że byli tu sami. Puścił podtrzymywane dłońmi poły tuniki, a te miękko zsunęły się z jego ramion. Szybko jednak zstąpiły je dłonie kochanka, które błądziły po jego ciele.
Finn zamruczał cicho w skórę Antoine i mocniej ścisnął jego nagie boki.
– Skąd wiesz o tym miejscu? – zapytał niskim tonem, przesuwając palce na jego tors i uśmiechnął się, czując pod nimi spoconą, rozgrzaną skórę.
– Nie wiem… po prostu biegłem – szepnął, przekręcając się w jego ramionach i odnajdując jego wargi. Smakowały winem. – Wykąpiemy się? – zapytał, uśmiechając się mocniej i pociągając lekko zębami dolną wargę mężczyzny.
Finn zaśmiał się cicho i oddał zaczepny pocałunek, po czym zerknął na Antoine zawadiacko.
– Nie mógłbym ci odmówić – odparł żarliwie i oblizawszy usta, wsunął dłonie pod bieliznę medyka i ściągnął ją na dół. Uklęknąwszy przed nim, pomógł zdjąć mu ją do końca, nie dbając o to, że zamoczył ją w strumieniu. Potem pozbył się własnych spodni i odrzuciwszy wszystko na brzeg, wszedł z Antoine głębiej do wody i gdy ta sięgała mu do pasa, zatrzymał się . – Teraz jest wspaniale – ocenił i z cichym westchnieniem, pogłaskał go po policzku. Czuł jak chłodna woda pomaga mu choć w najmniejszym stopniu nieco ochłonąć. – Więc jak podobał ci się twój mężczyzna wyłaniający się z ognia? – dopytał, mrużąc oczy i masując wolno lędźwie kochanka.
Antoine zbliżył się do Finna i wsunął dłonie na jego kark.
– Ach… sam nie wiem, czy bardziej mam ochotę cię zrugać czy czcić… wyglądałeś jak bóg, przysięgam, taki piękny, lśniący… i bezmyślny – zganił go i pchnął dalej do wody.
– Możesz czcić – podsunął z półuśmiechem Finnian, zsuwając dłonie na pośladki kochanka i z westchnieniem dociskając go do swojego sztywniejącego penisa. – Byśmy do siebie pasowali, mmm? Naprawdę jesteś moim Midhir.
Antoine zaśmiał się delikatnie i splótł ramiona na karku Finniana.
– Niczyim innym – szepnął, a mężczyzna pociągnął ich nieco dalej od brzegu i powoli zaczął obmywać mu plecy chłodną wodą. Jednak medyk nie zważał na to. Znaczył jego policzki i szyję powolnymi pocałunkami, masował jego łopatki delikatnymi dłońmi i ocierał się o jego brzuch.
Dłuższą chwilę spędzili w wodzie na powolnych pieszczotach i szeptaniu sporadycznych wyznań. Niekiedy tylko ich ciche westchnienia i zduszony śmiech niósł się po tafli wody i wędrował aż między drzewa.
W końcu jednak  te czułe pocałunki zmieniły się w bardziej niecierpliwe. Wargi Finniana łapczywie  obejmowały jego usta, a kiedy zawędrowały aż do ucha, Antoine wyprężył się mocno, czując intensywność tej pieszczoty. Ścisnął ciało kochanka mocniej i wtulając ucho w jego usta i niemo domagając się kolejnych pocałunków.
– Finn! – zawołał nagle i wstrzymał oddech, kiedy duże dłonie zacisnęły się na jego pośladkach i zaraz poczuł jak mężczyzna rusza z nim w kierunku brzegu.
Kiedy już znaleźli się na trawie, Finnian złożył go na niej i sam legł u jego boku. Silną dłonią zaczął masować jego jasny tors, palcami zahaczał o stwardniałe brodawki i drażnił je. Po chwili do palców dołączyły wargi i zaczęły powolną wędrówkę po jego mostku i żebrach, skubały wrażliwe sutki, pieszcząc je także oddechem.
Antoine wyprężył się mocno i przymknął powieki.
– Jak dobrze – westchnął zmienionym głosem i przymknął powieki, bo nagle gwiazdy na niebie zaczęły wirować jak szalone, kiedy dłoń kochanka zaczęła sunąć w górę jego napiętego uda i w końcu zacisnęła się na pobudzonej męskości.  – Finn!
Roztrzęsiony poddawał się temu, wprawiając biodra w lekkie falowanie. Kiedy uchylił na chwilę powieki, natrafił wzrokiem na błyszczące oczy mężczyzny. Pociemniałe spojrzenie sprawiło, że poderwał plecy z trawy i sięgnął do warg Finniana. Pocałował go głęboko, jednocześnie przekręcając się go na plecy i płynnie wsuwając na jego uda.
– Antoine – szepnął Finn, spoglądając na niego jak na najcenniejszy skarb świata. Niespotykane zjawisko, czy może samą boginię, która mu się objawiła. Wzdrygnął się nagle mocniej, kiedy jego sztywny członek znalazł się między pośladkami medyka. Ten naparł na nie bardziej sięgając za siebie dłonią i przytrzymując go by nie wyślizgnął się spomiędzy nich, a ocierał się o przerwę między nimi w stałym rytmie, jaki sam nadawał ich ciałom.
Nie myślał o tym, że nie mają żadnego olejku, naprawdę czuł jakby to nie miało większego znaczenia. Czy Finn mógłby sprawić mu ból?
Naraz poczuł wilgotne palce, wciskające się między jego pośladki i pocierające zaciśniętą dziurkę.  Naparły na nią i wsunęły się gładko, a on zupełnie oszalał. Wygiął się i opadł na nie z głośnym jękiem, zupełnie jakby tylko oni istnieli.
– Och, Finn! – zawołał, opierając jasne dłonie na jego torsie i unosząc biodra tylko po to, by zaraz znowu opaść w dół i wbić palce mocniej w siebie. – Finn!
Na pośladku czuł wilgotny czubek penisa kochanka i po kilku chwilach ujeżdżania palców, uniósł się na tyle, by zsunąć się z nich i sięgając za siebie nakierował sztywną męskość na swoje wejście. Opadł na nie z okrzykiem bólu i ekscytacji, i choć pociemniało mu przed oczyma docisnął się do bioder kochanka i zaczął nimi falować. Sięgnął do dłoni Finniana i naprowadził je na swoje ciało.
Jego palce na nowo zaczęły wędrówkę wzdłuż jego torsu, co chwilę zaciskając się na wrażliwych sutkach.
– Tak cię czuję – szepnął wyższym tonem i zagryzł mocno wargi.
Finnian poderwał się do góry, by złączyć ich usta w pocałunku i objąć go zaborczo. Uniósł medyka delikatnie i sam zaczął wybijać biodrami do góry, by z głośnym plaskiem i niesamowitą szybkością drążyć jego ciało. Wsłuchując się w jęki i westchnienie kochanka, przewrócił go na plecy i zawisł nad nim z nieobecnym nieco uśmiechem.  Sięgnął do jego dłoni, bo uda Antoine od razu zacisnął wysoko na jego biodrach, i uniósł je nad głowę kochanka. Docisnął je do trawy i z nową mocą zaczął wbijać się w ciasną dziurkę.
– Ach, Antoine!
Medyk zaśmiał się zdawkowo, kręcąc lekko biodrami i odpowiadając na jego ruchy.
– Skończ we mnie… we mnie – szeptał, z przejęciem wpatrując się w oczy ukochanego.
Finn poddając cię rozkoszy, dociskał się mocno do pośladków kochanka i podrygiwał biodrami, czując nadchodzące spełnienie. Opadł bardziej na ciało Antoine i starł się z nim mocno, jednocześnie nabrzmiewając w nim i rozlewając się w tym ciasnym, aksamitnym wnętrzu.
– Bo-gowie – jęknął, zagryzając zęby na ramieniu medyka i zastygając w oszałamiającym bezruchu na kilka sekund. Dopiero po chwili zadrżał mocno, czując otulające go gorąco i wilgoć. Przygarbił się nad ciałem Antoine i dopiero po chwili zaczął się z niego ostrożnie wysuwać, zupełnie tak, jakby wcześniej nie sprawił mu bólu, wchodząc w nie pospiesznie i drążąc go jak oszalały.
Antoine zacisnął mocniej uda, czując nagły brak kochanka w sobie. Zawiercił się lekko, przesuwając szczupłymi palcami w dół swojego brzucha. Był przy tym tak uroczy i zmysłowy, że Finn, opierając dłonie na jego kolanach tylko się temu przyglądał. Patrzył jak jasna dłoń zaciska się wokół różowego penisa, błyszczącego na czubku w świetle księżyca. Westchnął, kiedy kochanek zaczął się pieścić i wyginać. Przejęty kolejnymi falami rozkoszy bezwstydnie oddawał się jego oczom. Wolną na swoje udo, a stamtąd na mosznę i zaczął ją masować.
Zachwycony Finn pochylił się i pocałował medyka po udach, po dłoniach, które niecierpliwie pragnęły wydusić z ciała kochanka rozkosz. Uśmiechnął się ciepło w delikatną skórę, kiedy Antoine napiął się mocniej i ściskając żołądź palcami, doszedł, wijąc się przy nim mocno.
Finnian dopadł do jego ust i wcałował się w nie, a niemogący złapać oddechu sidhe, jęknął w jego wargi i po chwili jego ciało rozluźniło się.
– Cudowny… – szepnął Finnian, układając się obok niego i masując go delikatnie po brzuchu. Kiedy przesunął palcami po wrażliwym po orgazmie członku kochanka, ten wzdrygnął się i jęknął cicho. Spojrzał na niego tak błagalnie, jakby nie wiedząc, czy bardziej go ta pieszczota drażni, czy ujmuje i sięgnął by spleść z Finnem palce.
Uniósł je wyżej i oparł o swój tors nadal unoszący się w ciężkich oddechach. Bez słów wygiął się, by wtulić twarz w szyję Finniana i przymknąć oczy.
– Jak to jest że właśnie mnie kochałeś, a ja nadal jestem nienasycony? – szepnął niewyraźnie i uśmiechnął się, czując wargi mężczyzny na swojej skroni.
Finn zaśmiał się nisko i pogładził kciukiem policzek Antoine.
– Dobrze, że nie jesteś. Byłbym rozczarowany, gdybyś był, bo przecież przed nami jeszcze długa noc – zauważył, przegarniając z twarzy ukochanego kilka pojedynczych kosmyków, które wyplątały się z warkocza, podczas ich zbliżenia.
– Czemu nie jestem zaskoczony, że to słyszę? – zaśmiał się medyk i pocałował go lekko przy uchu, po czym ułożył się wygodniej na plecach.
Finn odetchnął cicho i objął spokojną twarz Antoine czułym wzrokiem, podpierając się na łokciu. Ponownie musnął palcami jego policzek, a potem pogładził kciukiem jego nabrzmiałe i zaczerwienione od żarliwych pocałunków usta.
– Chociaż trochę mnie to martwi – przyznał spokojnym, poważniejszym tonem. – Za szybko mijają dni, kiedy jestem z tobą i zbyt wolno mijają te spędzone w Akademii – dodał i westchnął cicho. – Kiedy pod koniec lata wrócę do Akademii, następnym razem zobaczymy się dopiero na przełomie zimy i wiosny, a wtedy będziemy mieć dla siebie tak niewiele czasu… może pięć lub siedem dni. Zimowa przerwa nie jest długa – zauważył, nieprzerwanie wodząc opuszkami palców po twarzy sidhe.
Antoine zamruczał, czując ten delikatny dotyk.
– A no nie jest – przyznał i spojrzał na niego miękko. – Nie mów o tym. Nie chcę o tym myśleć, kiedy jestem przy tobie i kiedy jest tak cudownie – szepnął i pocałował go po palcach, kiedy te ponownie musnęły jego usta. – To nie czas rozstania, więc zapomnijmy o nim choć na chwilę…
Finn uśmiechnął się w odpowiedzi na lekki pocałunek Antoine. Milczał przez chwilę, przypatrując się jego długim, jasnym rzęsom rzucającym cienie na jego policzki.
– Będziesz na mnie czekać, Antoine? Tyle lat?
– A co innego mi pozostało? – szepnął medyk i sięgnął dłonią do jego twarzy, by pogłaskać ją czule.
–Rozkochanie w sobie kolejnego młodzika? – zasugerował z zaczepnym uśmiechem Finn, jednak w jego oczach odbijała się jedynie czułość i niezachwiana pewność ich miłości. – Dla ciebie to banalnie proste zadanie.
Antoine roześmiał się głośno i pociągnął chłopaka lekko za włosy.
– Nie byłbym taki pewien, ale zaraz… brzmisz jakbyś chciał się ode mnie uwolnić, a przecież powinieneś wiedzieć że ci na to nie pozwolę – szepnął i ponownie przymknął oczy. – Nie tak łatwo jest mnie uwieść, powinieneś o tym wiedzieć. Nie wiem kim musiałby być ów młodzik, bym zwrócił na niego uwagę.
– Jest wręcz przeciwnie – odpowiedział cicho Finn i musnął jego policzek delikatnym pocałunkiem. – Chcę cię do siebie przywiązać… Tak, że gdyby nawet znalazł się jakiś młodzik, którego panicz Midhir obdarzyłby zainteresowaniem, sprawa byłaby przegrana, bo już mi byłby panicz obiecany – wyjaśnił z rozbawieniem, ale i cieniem napięcia na twarzy.
– Głuptasie. Już w tym momencie mogę cię zapewnić, że nie ma nikogo, kto mógłby się równać z moim roztrzepanym młodzikiem – zaśmiał sie Antoine i potarł o siebie wargami. Kiedy uchylił powieki i złapał jego spojrzenie, sam zerknął na niego pytająco. – Nmm? Co się dzieje? – dopytał delikatnie i wsunął dłoń w jego włosy by przeczesać je delikatnie.
– Mówisz o tym z takim przekonaniem – zauważył Finn, uśmiechając się przy tym kącikiem ust. – To dobrze… w takim razie nie będzie dla ciebie żadnym problemem, by i przed bogami powtórzyć te słowa? By ślubować przed nimi…? – dopytał i głęboko zaczerpnął tchu. Nagi podciągnął się do siadu i sięgnął do dłoni Antoine. Zsunął ją ze swoich włosów i pocałował ją po wierzchu, a potem zacisnął na niej palce. – Chcę cię zapytać, Antoine, czy zostaniesz moim mężem? Wiem, że na Północy to niemożliwe, ale ja jestem w połowie Południowcem, dlatego gdybyś tylko chciał, moglibyśmy wrócić tu, kiedy ukończę Akademię i wtedy… pobrać się.
Antoine uniósł się do siadu za Finnem i popatrzył na niego uważniej. W pierwszej chwili miał  ochotę roześmiać się, ale widząc powagę kochanka, nie mógł wziąć tego za żart. Zresztą czy Finnian żartowałby w ten sposób?
Wpatrując się w niego, czekał na jego dalsze słowa, jakby potrzebując jakiegoś zapewnienia, że to jest naprawdę, że to nie tylko ta chwila i nastrój sprawiły, że Finn tego chciał.
– Finn… – szepnął i podciągnął nogi do torsu, czując się nieco niewłaściwie, będąc nago w takiej chwili. – Jesteś pewien swoich słów?
– Oczywiście – zapewnił żarliwie młodzieniec. – Jesteś moim ukochanym. Jesteś sidhe, z którym chcę być na zawsze, nawet kiedy obaj już zgaśniemy. Ten rok, jaki spędziłem u twojego boku… on był chyba intensywniejszy niż całe moje dotychczasowe życie. Jakby wszystkie uczucia przed tymi, które zapłonęły we mnie w stosunku do ciebie, były przytłumione, niewyraźne, bezkształtne… Gdy jesteśmy razem, och, nie umiem porównać tego do niczego innego – westchnął, żałując tego, jak słabym mówcą był.
– Och, Finn… – szepnął Antoine i przysunął się, by złożyć na jego wargach czuły pocałunek. – Och, Finn – powtórzył i spojrzał na niego poruszony. – Moim marzeniem jest być przy tobie nawet wśród bogów. – Chcę być twoim mężem, chcę być wszystkim dla ciebie – dodał i prychnął, jakby z jakąś dziwną ulgą. – Finn, czy ty naprawdę mi się właśnie oświadczyłeś? – zagadnął i pokręcił głową. – Chyba obje jesteśmy pijany –stwierdził, spoglądając na niego lśniącymi z podekscytowania oczyma.
Finn wyszczerzył się do Antoine i spojrzał na niego zaczepnie.
– Może odrobinę – odparł przekornie i zaraz ze śmiechem przyciągnął Antoine do siebie i zamknął go w mocnym uścisku. Z głośnym westchnieniem opadł na trawę, a kochanka pociągnął na siebie. – Od teraz jesteś moim narzeczonym -–odezwał się cicho, rozkoszując się brzmieniem tego słowa.
– Tak, od teraz jestem twoim narzeczonym – Antoine zgodził się, wtulając policzek w jego tors. – A ty, moim, wiesz Finn? – zagadnął i oblizał lekko wargi. – Zwariowaliśmy, powiedz.
Finn pokręcił głową z przekonaniem.
– Nie, nie zwariowaliśmy… – zaprzeczył. – Twoi rodzice nie będą mieć chyba nic przeciwko? – zastanowił się na głos. – Wiesz, kiedy skończę Akademię… myślę, że będę bardziej godzien ciebie niż jestem teraz.
– Finn, co ty wygadujesz? – Antoine uniósł się na ramieniu i spojrzał na niego poważnie. – Nie pamiętasz już ile razem przeszliśmy? Jak wiele razy swoimi czynami udowodniłeś, jak mnie kochasz, jak zależy ci na mnie, na nas? – zapytał i wychylił się, by sięgnąć do jego warg. – Jesteś mnie godzien… jesteś mnie godzien bardziej niż być może ja będę kiedykolwiek godzien ciebie. I nie mam na myśli szlachetnej krwi bogów, która jest we mnie – zaznaczył i potarł o siebie wargami.
Finn odetchnął cicho na te słowa i zapatrzył się wdzięcznie na Antoine. Przytulił go do siebie mocno i pocałował w kącik ust. Z westchnieniem pogłaskał jego nagie ramiona, czując się tak bardzo szczęśliwym i spokojnym. Na jego ustach momentalnie pojawił się zadziorny uśmieszek.
– Tobie wystarczy uroda. O nic więcej nie dbam – zaśmiał się.
Antoine spojrzał na Finna oburzonym wzrokiem i pokręcił głową.
– Ach, mężczyźni – westchnął i sam wtulił się mocniej w ciało kochanka. – A co, jeżeli spotkasz kogoś piękniejszego ode mnie? Nie pozwolę ci już zerwać zaręczyn. Bogowie słyszeli…
– Nie spotkam, Antoine – odpowiedział z przekonaniem chłopak. – A może co noc upijasz mnie jakimiś swoimi miłosnymi eliksirami i stąd nie widzę świata poza tobą? To by wiele wyjaśniało.
– Och, mój drogi. Gdybym ja przyrządził taki eliksir, wystarczyłoby byś raz go wypił, zapewniam – zaśmiał się Antoine i pocałował go czule przy ciemnej brodawce. – Ale nie możesz mieć pewności, czy przypadkiem tak się nie stało. Teraz to i tak bez znaczenia, skoro mnie kochasz. Nie ma takiej mocy, która odczyniłaby ten urok.
Finn odetchnął głęboko.
– Rzeczywiście nie ma – zgodził się i przeciągnął mocniej. – Wracajmy już, Antoine. Chcę ci coś jeszcze pokazać.
– Jest tak miło, dokąd chcesz iść? Cokolwiek by to nie było, może poczekać do rana. Nie wiesz, że bogowie się gniewają, gdy przeszkadza się kochankom? – zapytał medyk pogodnym tonem.
– To niespodzianka. Chodź, skarbie… jak pójdziesz, to potem znowu będę cię mocno kochać – szepnął mu do ucha Finn i pocałował go po nim.
Antoine uniósł się z ociąganiem i rozejrzał w poszukiwaniu swoich szat.
– Ty ciągle byś mnie tylko mocno kochał – powiedział z westchnieniem i pokręcił głową. – Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam.
– Mimo wszystko zdaje mi się, że na to najłatwiej cię skusić – zaśmiał się Finn, podnosząc się za nim. Wyprostowawszy się, przeciągnął się z pomrukiem i podobnie jak Antoine zaczął poszukiwać wzrokiem swoich ubrań. Najpierw znalazł spodnie, a dopiero po chwili bieliznę, choć pewien był, że odrzucił je w jedno, to samo miejsce. Nie pamiętał, czy miał na sobie cokolwiek więcej.
Antoine uśmiechnął się szeroko i zaraz podszedł do swoich ubrań. Uniósł je z westchnieniem. Widząc, że wszystko jest mokre najpierw wyżął z materiału wodę a później, kręcąc głową, zaczął na siebie zakładać wilgotną bieliznę.
– Bogowie… ja chyba naprawdę oszalałem. Ten wybryk jest godzien chłopców co najmniej o pół wieku młodszych ode mnie – orzekł, zakładając mokra tunikę. Miał nadzieję, że dzięki temu, że materiał z którego byłą uszyta był przewiewny, wyschnie niedługo.
– Młodniejesz przy mnie – odpowiedział ze śmiechem Finn, nasuwając na biodra wilgotne spodnie, które przyklejały mu się do ciała. Kiedy skończył, zapatrzył się na Antoine i roześmiał się bardziej, choć przypuszczał, że sam wyglądał podobnie. Ich wizerunek nie pozostawiał żadnych wątpliwości i nie byłoby sidhe, który nie domyśliłby się, w jaki sposób spożytkowali ostatni czas. Nie sądził jednak, by ktokolwiek się tym przejmował, bo zdawało się, że wiele było par podobnych do nich.
Antoine poprawił jeszcze włosy i tunikę klejącą się to torsu.
– Och, to to na pewno – zauważył. – Nie jestem tylko pewien, jak to wpływa na wizerunek dziedzica Midhir – dodał z przekąsem i podszedł do kochanka, by przytulić się do niego. – Jestem wykończony – dodał z pomrukiem i uwiesił się bardziej na jego ramieniu. – Może zaszyjemy się gdzieś pomiędzy paprociami i do wioski wrócimy dopiero rano?
– A jak coś takiego wpłynęłoby na wizerunek dziedzica Midhir? – zachichotał Finn, choć nie wątpił, że przeciągający się w paprociach Antoine budzony pierwszymi promieniami słońca byłby przeuroczym widokiem. – Chodź. Mam małą niespodziankę. Nie pożałujesz – zapewnił go, pewniej obejmując kochanka w pasie, tak by ten wsparł się na nim jeszcze bardziej. On sam nie czuł się zmęczony w żadnym stopniu.
Zmierzając w stronę osady, Finn zdał sobie sprawę, że zawędrowali naprawdę daleko, chociaż po pewnym czasie zaczął rozpoznawać okolicę, której wcześniej jakby nie zauważył, będąc pochłonięty wyłącznie prowadzącym go Antoine. Uśmiechnął się, gdy dotarły do nich stłumione dźwięki muzyki, a w niedługim czasie znaleźli się na ścieżce.
– Może okrążymy ognisko i od razu wrócimy do domu dziadków? Wydaje mi się, że nikt się nie obrazi za to, że zniknęliśmy bez żadnego pożegnania. Nie my jedyni – zaśmiał się Finn.
Antoine tylko skinął głową, obejmując Finna ciaśniej.
– Myślę nawet, że niewiele osób w ogóle zauważy naszą nieobecność – dodał, stąpając lekko nagimi stopami po wydeptanej ścieżce. – Jutro będę spał co najmniej do południa – orzekł.
– Nie mam nic przeciwko – odparł Finn i uśmiechnął się do swoich myśli, zastanawiając się, co Antoine powie na jego niespodziankę. Czy spodoba mu się, a może uzna, że zbytnio się spieszy?
Medyk zaśmiał się pod nosem.
– Wiem, wiem, mój śpiochu.
Od strony ogniska nadal dochodziły do nich okrzyki i muzyka, i Antoine był pewien, że zabawa będzie trwała do samego świtu, a i weselnicy raczej nie dadzą rady wstać wcześniej niż przed południem.
– W Akademii nie mogę pozwolić sobie na takie lenistwo, więc korzystam – usprawiedliwił się Finn i cmoknął kochanka w policzek.
W niedługim czasie dotarli do domu, który pozornie wydawał się zupełnie opustoszały. Młodzieniec domyślał się, że część młodszych dzieci spała już we wspólnej sypialni pod opieką ciężarnej bratanicy Lateliel, która w zabawie uczestniczyła jedynie chwilę. Oni jednak skierowali się na górę do przydzielonej im, niedużej sypialni. Otworzywszy drzwi, Finn zerknął z tajemniczym uśmiechem na Antoine, po czym wpuścił go przodem.
Antoine dziarskim krokiem wszedł do pogrążonej w mroku komnaty i objął ją wzrokiem. Od razu dostrzegł ułożoną na łóżku szatę, której bogate hafty błyszczały w świetle wpadającego przez okno księżycowego światła.
Przysunął dłoń do ust i powoli podszedł do wąskiego łóżka.
– Bogowie… mówiłeś poważnie – szepnął, przesuwając drżącymi palcami do delikatnym materiale i czując ogarniające go wzruszenie. – Finn – westchnął i poderwał się, by wtulić się w niego mocno. – Będę twoim mężem, a ty będziesz moim panem Midhir – rzucił, trzymając go kurczowo i drżąc coraz mocnej.
Finnian mocno przygarnął do siebie ukochanego i zakręcił się z nim w ramionach.
– Ja panem Midhir? – zapytał z mieszanką rozbawienia i poruszenia. – Myślisz, że Midhir byłaby zadowolona? Że cieszy ją taki los dla swojego ukochanego dziedzica?
– Na pewno, najdroższy. Jestem pewien, że to ona mi ciebie zesłała – szepnął i odsunął się delikatnie, by jeszcze raz objąć wzrokiem leżącą na łóżku szatę.
Nigdy nie sądził, że będzie mu to dane, a jednak wyglądało na to, że i on złoży przed bogami przysięgę i że kiedy już zgaśnie, nie będzie zasiadał sam pomiędzy bogami, a ze swoim ukochanym.
– Och Finn… – westchnął i ponownie wtulił twarz w jego szyję.

Reklamy

3 thoughts on “Amarantine II. Akt 37.

  1. Jak tak czytałam jak szli, to przypomniało mi się, jak szłam z chłopakiem późnym wieczorem po lesie, który znamy od dziecka, i zgubiliśmy się… i zamiast tam być tę godzinę, byliśmy z trzy, bo szukaliśmy tej drogi do domu. Poza tym cieszę się ich szczęściem, i jak tak wspominam jaką przeszli drogę, aby w końcu być na tym etapie, to moje serce rozpada się na malutkie kawałeczki. Teraz Finn może spokojnie skończyć Akademię, gdyż nie musi się niczego obawiać. Teraz wie, że Antoine go kocha i nie żartuje z tym. Chociaż sama wiem, co znaczy obawa, że kogoś może mieć. Zwłaszcza, jak nagle znika i nie ma z nim zerowego kontaktu nawet przez krótką chwilę. To, aż boli. Czekam na next.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s